Poni

Poni

O mnie

Poni to mikrokucyk, którego ocaliłam tuż przed śmiercią. Był „inny” chory, ważył 29 kg więc został zamknięty w boksie i tam umierał, bez jedzenia ani picia…. Pojawiłam się tam przypadkowo, los tak chciał…. Kompletnie nieprzygotowana na zakup konia…. Kucyk potrzebował natychmiastowej pomocy choć i tak było już za późno.  Powiedziałam hodowcy chcę Go kupić! Hodowca odpowiedział, nie do sprzedania, już po Nim, mówię ile? On mówi a ile Pani da? I tak jest chory i zdechnie… Mówię daję tysiąc On mówi bierz ! Wzięłam na ręcę i wyniosłam z tej patologii… Po kilku godzinach dojechaliśmy do domu ale dałam Mu jeść… dostał siano po długim czasie niejedzenia więc natychmiast kolka. 6h po wykupieniu Poni trafił do kliniki dla koni na Służewcu i tam zaczęła się ostra walka o życie. Koń był tak słaby i mały, że utrudnione było Jego leczenie. Po tygodniu walki nie wiem jakim cudem ale udało się. Niestety to dopiero poczatek. Konik zaczał dochodzić do siebie, lecz zaniedbania jakie Mu zafundowano odbiło się na Jego zdrowiu. Po roku pierwszy rak kopyta… natychmiast wycinanie raka, walka ogromna o Niego, przyjechały tony piachu, opatrunki zmieniane co 3h i praca na piachu ruch. Rano, wieczór i w nocy musiał walczyć o życie. Udało się, po 2 miesiącach ostrej walki rak zniknął…. Lecz to wraca jak bumerang. Po pół roku przerzut, kolejny rak w innej nodze….. znów to samo….. walka, wycinanie, rehabilitacja…. Znów się udało ! W tym miejscu lekarze wet mówią…. Jeśli będzie kolejny przerzut koń już nie przeżyje, nie ma badań odnośnie raka rzekomego powyżej drugiego…. Wszystkie konie kończyły w rzeźni!